To nie jest cały nasz Zespół. Uzupełniamy zdjęcia i opisy 🙂

Łukasz Pytel

Pasjonat dobrej beletrystyki, interesuje się szeroko pojętą nową technologią, starymi zegarkami oraz przedmiotami kolekcjonerskimi różnej maści. W wolnym czasie lubi grać w gry, zajmować się domowym ogródkiem i gotować żonie posiłki.

Zuzanna Pisera

Religioznawca z wykształcenia i nauczycielka angielskiego z zamiłowania. Kiedy nie uczy innych, spędza czas na uczeniu siebie (innych języków obcych, rzecz jasna). W ramach odpoczynku oddaje się w psie łapy swojego kundelka i razem czytają fantastykę.

Dariusz Niezgoda

Interesuje się edytorstwem, astronomią kulturową i socjologią władzy. Budzi się i zasypia z myślami o książkach. W przerwach od pracy słucha muzyki i uprawia sport, ale skutkuje to wyłącznie kontuzjami i frustracją (co widać na zdjęciu).

Urszula Król

Z wykształcenia religioznawca. Artystka amatorka ze słabością do akwareli. Miłośniczka roślin sukcesywnie zazieleniająca każdy kąt swojego mieszkania. Niestrudzona wojowniczka Instagrama, okazjonalny działkowiec i niewybredny głaskacz kotów.

Wojciech Czusz

Kulturoznawca, absolwent Porównawczych Studiów Cywilizacji na Uniwersytecie Jagiellońskim. Osobiście zainteresowany związkami architektury i polityki oraz historia społeczną Polski. W czasie wolnym pisze prozę literacką o smutnych ludziach. Kiedyś chciałby napisać o wesołych.

Martyna Dukielska

Absolwentka religioznawstwa oraz kulturoznawstwa (tekstów kultury). Interesuje się animal studies i socjologią. Gdyby mogła być jakimś innym zwierzęciem, to byłaby szopem, ale jest tylko człowiekiem żywiącym się okazjonalnie na śmietnikach. Opiekunka ośmiu kocich łap.

Michał Kurcwald

Socjolog, sceptyk i entuzjasta muzyki ekstremalnej. Pisze doktorat o polskiej scenie free tekno w Instytucie Socjologii Uniwersytetu Jagiellońskiego. Obszar występowania: kopce, kamienice, bocznice kolejowe oraz lasy mieszane w Gdańsku i Krakowie.

Ewa Kozik

Doktorantka w Szkole Doktorskiej w Uniwersytecie Śląskim. Folklorystka, semiotyczka i religioznawczyni. Zajmuje się badaniem współczesnych mitów na temat zdrowia i medycyny. Znana jest z tego, że uwielbia życie, a nawet się nim pasjonuje (mimo że współpracę z TSNA zaczęła od książki Davida Benatara).

Michał Dziadkowiec

Projektant komunikacji wizualnej działający w obszarze UX, projektowania publikacji i identyfikacji wizualnych. Artysta wizualny pracujący pod szyldem nieboniebonie, VJ. Założyciel Fundacji Krakowska 34. Fotografuje architekturę postmodernistyczną na profilu Neue Haus Grotesk. Apostoł psychodelii.

Kinga Czowicka

Ukończyła zarządzanie kulturą (kulturą współczesną), a obecnie przygotowuje się do obrony pracy magisterskiej na temat metafory psychicznego więzienia. Niespełniona artystka malarka, a co za tym idzie – niespełniona menago kultury współczesnej. Ubiega się, z sukcesami, o profesurę z memologii stosowanej.

Bohater o tysiącu twarzy i Gwiezdne wojny

Około dziesięciu lat temu postanowiłem napisać film dla dzieci – miałem pomysł na stworzenie współczesnej baśni. Moi przyjaciele dookoła mówili: „Co ty robisz? Zwariowałeś. Musisz zrobić coś ważnego. Musisz zrobić coś społecznie istotnego. Musisz stworzyć sztukę przez duże S. Musisz robić to, co my robimy”. Pracowałem wtedy nad projektem o Wietnamie (Czas apokalipsy), ale porzuciłem go – oddałem go mojemu przyjacielowi [Francisowi Coppoli] i powiedziałem: „Ja muszę zrobić ten film dla dzieci”.

 

Nie wiedziałem wówczas, co właściwie robię. Zacząłem pracować, zbierać materiały, pisać – minął rok. Napisałem wiele wersji tego scenariusza, aż natrafiłem na Bohatera o tysiącu twarzy. Dopiero wtedy naprawdę udało mi się skupić. Gdy przeczytałem tę książkę, powiedziałem sobie: „Przecież właśnie to robiłem. To jest to”. Czytałem wcześniej innych autorów — freudystów — a oprócz tego miałem za sobą całkiem sporą dawkę Kaczora Donalda, Sknerusa McKwacza i innych mitycznych bohaterów naszych czasów. Ale Bohater o tysiącu twarzy był pierwszą książką, która zaczęła porządkować to, co dotąd robiłem intuicyjnie. Zobaczyłem wiele paralel i zacząłem fascynować się całym tym procesem, a w konsekwencji sięgnąłem po kilka innych książek — The Flight of the Wild Gander, The Masks of God — i pisałem dalej.

 

Cały ten proces trwał latami. I tak, jak mówię, przez długi czas krążyłem w kółko, próbując wymyślić opowieść; scenariusz rozłaził się we wszystkie strony i w końcu miałem setki stron. To właśnie Bohater o tysiącu twarzy sprawił, że te około 500 stron nagle zmieniło się w jedną historię. Tu jest opowieść. Tu jest koniec. Tu jest punkt ciężkości. Tak to wszystko jest ułożone. To wszystko istnieje od tysięcy lat, jak wskazywał Campbell. I powiedziałem sobie: „To jest to”. Po przeczytaniu kolejnych książek Joego zacząłem rozumieć, jak to zrobić. Wtedy uświadomiłem sobie, jak ogromny był jego wkład w moją pracę. Przeczytałem te książki i pomyślałem: „Oto całe życie badań, lata pracy, skondensowane do kilku tomów, które mogę przeczytać w parę miesięcy – a które pozwalają mi ruszyć naprzód i nadać kierunek mojej twórczości”. To było wielkie osiągnięcie i miało dla mnie ogromne znaczenie. Możliwe, że gdybym na niego nie trafił, wciąż pisałbym Gwiezdne wojny.

 

O niektórych autorach można powiedzieć, że ich dzieła są ważniejsze niż oni sami. Ale w przypadku Joego — choć jego dzieła są wielkie — nie mam najmniejszych wątpliwości, że jego twórczość nie jest większa niż on sam. To naprawdę wspaniały człowiek, który stał się moim Yodą.

 

George Lucas, National Arts Club, 1985.

 

Fragment zaczerpnięty z książki The Hero’s Journey.

Used with permission from the Joseph Campbell Foundation (jcf.org) — za uprzejmą zgodą Joseph Campbell Foundation (jcf.org).