Erografie — Karol Gromek

60,00 

Wybierz format:

 

Są książki, które czytamy. Są też takie, o których nie sposób zapomnieć. Oto jedna z nich.

Karol Gromek dociera do granic ludzkiej seksualności, a następnie niepokornie je przekracza. Wbrew temu, co powszechnie uważamy za słuszne, i na przekór wszelkiej poprawności. Z tezami tej książki częstokroć przyjdzie nam się nie zgodzić — podczas lektury większość z nas niejednokrotnie się oburzy, a być może będzie nawet głośno protestować. Pewnych spraw nie chcemy bowiem przyjąć i wolimy po prostu o nich nie myśleć, wolimy odwracać wzrok, nie patrzeć.

12 różnorodnych stylistycznie tekstów, w czterech częściach. 234 strony, niebieski papier barwiony w masie, tłoczenie czarną folią, tłoczenie suche pod obrazek. Zdjęcie wklejane ręcznie: figurka magiczna, okres rzymski, Paryż, Luwr.

Pobierz fragment: PDF

 

Książka dostępna również w:

Informacje dodatkowe

Autor

Karol Gromek

Redakcja

Wojciech Czusz

Redakcja merytoryczna

Dariusz Niezgoda

Projekt graficzny

Michał Dziadkowiec

Wydanie

I

Miejsce wydania

Kraków

Rok wydania

2024

Format

140 mm / 180 mm

Liczba stron

234

Oprawa

miękka, klejona, tłoczenie czarną folią, tłoczenie na sucho pod obrazek wklejany ręcznie

Papier

Munken Print Cream 80 g, vol. 1,5 (środki), Keaykolour Azure 300g, rough (oprawa), kreda 140 g (obrazek)

Kroje pisma

Nocturne, Sinistre, Acumin Pro Wide, Minion Pro

Drukarnia

Pozkal

ISBN

978-83-969889-5-9

e-ISBN

978-83-969889-6-6

Erografie — Karol Gromek

60,00 

Wybierz format:

 

Są książki, które czytamy. Są też takie, o których nie sposób zapomnieć. Oto jedna z nich.

Karol Gromek dociera do granic ludzkiej seksualności, a następnie niepokornie je przekracza. Wbrew temu, co powszechnie uważamy za słuszne, i na przekór wszelkiej poprawności. Z tezami tej książki częstokroć przyjdzie nam się nie zgodzić — podczas lektury większość z nas niejednokrotnie się oburzy, a być może będzie nawet głośno protestować. Pewnych spraw nie chcemy bowiem przyjąć i wolimy po prostu o nich nie myśleć, wolimy odwracać wzrok, nie patrzeć.

12 różnorodnych stylistycznie tekstów, w czterech częściach. 234 strony, niebieski papier barwiony w masie, tłoczenie czarną folią, tłoczenie suche pod obrazek. Zdjęcie wklejane ręcznie: figurka magiczna, okres rzymski, Paryż, Luwr.

Pobierz fragment: PDF

 

Książka dostępna również w:

Karol Gromek

Doktorant w Szkole Doktorskiej Nauk Humanistycznych UAM. Absolwent filozofii i polonistyki UJ. Przygotowuje rozprawę o kobiecej mistyce przeżyciowej XIX i XX wieku w Polsce. Publikował w „Tekstach Drugich”, „Etyce”, „Tekstualiach”, „Dialogu”,„Przestrzeniach Teorii” i „Czasie Kultury”. Stypendysta Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego dla młodych naukowców. Jego zainteresowania badawcze dotyczą teorii poststrukturalizmu, zagadnień ciała wraz z jego sensorium oraz mistyki chrześcijańskiej. Współautor — z Marceliną Obarską — „Historii dotyku” (2023) i autor „Erografii” (2024).

 

Zbyt rzadko filozofia przyglądała się palcom muskającym rozpalone ciało i ontologicznej kondycji podmiotu decydującego się na podążanie za swoim seksualnym chceniem. A co jeśli pomyślimy świat jako miejsce realizacji materialnego przylegania do siebie ciał, ocierania się ich i prób wzajemnego przywłaszczania? Świat jako przestrzeń przede wszystkim zmysłową, namacalną — gładką, śliską, chropowatą, lepką, twardą — przestrzeń, która podrażnia moją skórę i z tego podrażnienia rodzi się myśl. Świat, w którym rozkoszują się molekuły, którymi przez ułamek czasu jesteśmy.

Karol Gromek wędruje po obrzeżach ludzkiej seksualności. Znajduje tam brazylijskie travesti, dobrowolnych kastratów, irańskie transciała, czeczeńskich przeżywców i innych bohaterów, którzy postanowili przeżyć swoje życie. Inaczej niż zwykle odnajdujemy tutaj świat, który rządzi się prawami seksualności i seksu — nie tożsamości. Rozgorączkowane ciała, które gotowe są zrobić wszystko, by zrealizować swoje pragnienie.

Erografie to pisanie erotyką albo zapis erotyczności, albo erotyczne pismo będące utrwaleniem striptizu faktów. Erografie to podróże krótkie i dłuższe w celu odkrycia tej wspólnoty, której odmawia się istnienia, wspólnoty pożądania drugiego ciała. Podróże bardziej ontologiczne niż etyczne: oto staje się coś. Jak owo coś się dzieje i dlaczego w ogóle zaistniało?

 

Kartezjusz dotykający czyjegoś ramienia. Kartezjusz gładzący czyjeś włosy. Kartezjusz wsuwający dłoń między czyjeś uda. Jeden gest prowokuje następny. Czytamy: „rozważam go tak, jakbym zdjął z niego okrycie, całkiem nagiego”, i choć to tylko metafora, a w ręku wciąż trzymany jest wosk, to jednak użyty przez filozofa obraz rozebranego, nagiego ciała sygnalizuje — niejako niechcący — że i dla niego to, co zmysłowe i intymne, jest drogą do poznania prawdy.

— fragment

 

Polecają:

Prowokacje autora „Erografii” utrzymują się na poziomie potencjalności — wiele spraw wciąż domaga się tu uzgodnienia, wiele też wzbudza w czytelniczce sprzeciw i drażni. Ale nie na tyle, by ten rodzaj wywodu unieważniać. Nie ma końcu prawdziwej filozofii bez żarliwego sporu.

Monika Ochędowska, magazyn „Książki”

Według Gromka pożądanie jest najpotężniejszą siłą kierującą naszym życiem. Silniejszą niż uwarunkowania ciała i poczucie tożsamości. Autor gloryfikuje to, co powszechna moralność uznaje za folgowanie niskim instynktom – doświadczanie i poznawanie poprzez seks. A więc z jednej strony wtargnięcie w drugiego człowieka, penetrowanie go i chłonięcie zmysłami, z których szczególną rolę odgrywa dotyk, z drugiej – poddawanie się tej agresji; wszystko zaś w poszukiwaniu „być może chwilowego” spełnienia. Lektura „Erografii” wymaga od nas pewnych kompetencji kulturoznawczych, ale jeśli wnikniemy w tę książkę niczym w ciało innego, będziemy się nią rozkoszować jak najlepszymi kochankami.

Bartosz Żurawiecki, „Replika”

 

Recenzje:

 

Zdjęcie na okładce:
Figurka magiczna, okres rzymski (E27145a), Paryż, Luwr
© Musée du Louvre, Dist. GrandPalaisRmn / Georges Poncet

 

Czytaj na stronie:

Wstęp do „Erografii”

Przyjemność jako metoda albo jak rozgościć się w świecie

Bohater o tysiącu twarzy i Gwiezdne wojny

Około dziesięciu lat temu postanowiłem napisać film dla dzieci – miałem pomysł na stworzenie współczesnej baśni. Moi przyjaciele dookoła mówili: „Co ty robisz? Zwariowałeś. Musisz zrobić coś ważnego. Musisz zrobić coś społecznie istotnego. Musisz stworzyć sztukę przez duże S. Musisz robić to, co my robimy”. Pracowałem wtedy nad projektem o Wietnamie (Czas apokalipsy), ale porzuciłem go – oddałem go mojemu przyjacielowi [Francisowi Coppoli] i powiedziałem: „Ja muszę zrobić ten film dla dzieci”.

 

Nie wiedziałem wówczas, co właściwie robię. Zacząłem pracować, zbierać materiały, pisać – minął rok. Napisałem wiele wersji tego scenariusza, aż natrafiłem na Bohatera o tysiącu twarzy. Dopiero wtedy naprawdę udało mi się skupić. Gdy przeczytałem tę książkę, powiedziałem sobie: „Przecież właśnie to robiłem. To jest to”. Czytałem wcześniej innych autorów — freudystów — a oprócz tego miałem za sobą całkiem sporą dawkę Kaczora Donalda, Sknerusa McKwacza i innych mitycznych bohaterów naszych czasów. Ale Bohater o tysiącu twarzy był pierwszą książką, która zaczęła porządkować to, co dotąd robiłem intuicyjnie. Zobaczyłem wiele paralel i zacząłem fascynować się całym tym procesem, a w konsekwencji sięgnąłem po kilka innych książek — The Flight of the Wild Gander, The Masks of God — i pisałem dalej.

 

Cały ten proces trwał latami. I tak, jak mówię, przez długi czas krążyłem w kółko, próbując wymyślić opowieść; scenariusz rozłaził się we wszystkie strony i w końcu miałem setki stron. To właśnie Bohater o tysiącu twarzy sprawił, że te około 500 stron nagle zmieniło się w jedną historię. Tu jest opowieść. Tu jest koniec. Tu jest punkt ciężkości. Tak to wszystko jest ułożone. To wszystko istnieje od tysięcy lat, jak wskazywał Campbell. I powiedziałem sobie: „To jest to”. Po przeczytaniu kolejnych książek Joego zacząłem rozumieć, jak to zrobić. Wtedy uświadomiłem sobie, jak ogromny był jego wkład w moją pracę. Przeczytałem te książki i pomyślałem: „Oto całe życie badań, lata pracy, skondensowane do kilku tomów, które mogę przeczytać w parę miesięcy – a które pozwalają mi ruszyć naprzód i nadać kierunek mojej twórczości”. To było wielkie osiągnięcie i miało dla mnie ogromne znaczenie. Możliwe, że gdybym na niego nie trafił, wciąż pisałbym Gwiezdne wojny.

 

O niektórych autorach można powiedzieć, że ich dzieła są ważniejsze niż oni sami. Ale w przypadku Joego — choć jego dzieła są wielkie — nie mam najmniejszych wątpliwości, że jego twórczość nie jest większa niż on sam. To naprawdę wspaniały człowiek, który stał się moim Yodą.

 

George Lucas, National Arts Club, 1985.

 

Fragment zaczerpnięty z książki The Hero’s Journey.

Used with permission from the Joseph Campbell Foundation (jcf.org) — za uprzejmą zgodą Joseph Campbell Foundation (jcf.org).