Rozmowa: Antynatalizm zakłada niemoralność płodzenia bez względu na status, nie niechęć do dzieci

Czy antynatalistę cieszy niż demograficzny? Tak — odpowiada religioznawca Dariusz Niezgoda — choć nie wstaje codziennie z uśmiechem na ustach i myślą o tym, że to znakomicie, że rodzi się coraz mniej dzieci.

Patrycja Wieczorkiewicz: Wszystkie trzy książki o antynatalizmie – czyli poglądzie, zgodnie z którym prokreacja jest niemoralna i należy się od niej powstrzymać – jakie wyszły dotąd w Polsce, wydało Towarzystwo Naukowe im. Stanisława Andreskiego, którego jesteś założycielem. Dlaczego ten temat?

Dariusz Niezgoda: Przypadek. Przed wydaniem książki Mikołaja Starzyńskiego Antynatalizm. O niemoralności płodzenia dzieci antynatalizm nie był mi znany. A gdy pierwszy raz się z nim zetknąłem, zareagowałem tak jak większość ludzi – z niedowierzaniem i rozbawieniem. Niewielu z nas zastanawia się, czy warto płodzić kolejnych ludzi, jakie są tego konsekwencje i czy to w ogóle etyczne. Co więcej, zwykle przyjmujemy, że nie tylko etyczne, ale wręcz pożądane. Tymczasem sprawa jest o wiele bardziej złożona. To doskonały temat na książkę.

Czytaj dalej w „Krytyce Politycznej”: https://krytykapolityczna.pl/kultura/czytaj-dalej/antynatalizm-nie-jest-o-tym-co-juz-sie-wydarzylo-ale-co-sie-wydarzy-lub-nie/

Bohater o tysiącu twarzy i Gwiezdne wojny

Około dziesięciu lat temu postanowiłem napisać film dla dzieci – miałem pomysł na stworzenie współczesnej baśni. Moi przyjaciele dookoła mówili: „Co ty robisz? Zwariowałeś. Musisz zrobić coś ważnego. Musisz zrobić coś społecznie istotnego. Musisz stworzyć sztukę przez duże S. Musisz robić to, co my robimy”. Pracowałem wtedy nad projektem o Wietnamie (Czas apokalipsy), ale porzuciłem go – oddałem go mojemu przyjacielowi [Francisowi Coppoli] i powiedziałem: „Ja muszę zrobić ten film dla dzieci”.

 

Nie wiedziałem wówczas, co właściwie robię. Zacząłem pracować, zbierać materiały, pisać – minął rok. Napisałem wiele wersji tego scenariusza, aż natrafiłem na Bohatera o tysiącu twarzy. Dopiero wtedy naprawdę udało mi się skupić. Gdy przeczytałem tę książkę, powiedziałem sobie: „Przecież właśnie to robiłem. To jest to”. Czytałem wcześniej innych autorów — freudystów — a oprócz tego miałem za sobą całkiem sporą dawkę Kaczora Donalda, Sknerusa McKwacza i innych mitycznych bohaterów naszych czasów. Ale Bohater o tysiącu twarzy był pierwszą książką, która zaczęła porządkować to, co dotąd robiłem intuicyjnie. Zobaczyłem wiele paralel i zacząłem fascynować się całym tym procesem, a w konsekwencji sięgnąłem po kilka innych książek — The Flight of the Wild Gander, The Masks of God — i pisałem dalej.

 

Cały ten proces trwał latami. I tak, jak mówię, przez długi czas krążyłem w kółko, próbując wymyślić opowieść; scenariusz rozłaził się we wszystkie strony i w końcu miałem setki stron. To właśnie Bohater o tysiącu twarzy sprawił, że te około 500 stron nagle zmieniło się w jedną historię. Tu jest opowieść. Tu jest koniec. Tu jest punkt ciężkości. Tak to wszystko jest ułożone. To wszystko istnieje od tysięcy lat, jak wskazywał Campbell. I powiedziałem sobie: „To jest to”. Po przeczytaniu kolejnych książek Joego zacząłem rozumieć, jak to zrobić. Wtedy uświadomiłem sobie, jak ogromny był jego wkład w moją pracę. Przeczytałem te książki i pomyślałem: „Oto całe życie badań, lata pracy, skondensowane do kilku tomów, które mogę przeczytać w parę miesięcy – a które pozwalają mi ruszyć naprzód i nadać kierunek mojej twórczości”. To było wielkie osiągnięcie i miało dla mnie ogromne znaczenie. Możliwe, że gdybym na niego nie trafił, wciąż pisałbym Gwiezdne wojny.

 

O niektórych autorach można powiedzieć, że ich dzieła są ważniejsze niż oni sami. Ale w przypadku Joego — choć jego dzieła są wielkie — nie mam najmniejszych wątpliwości, że jego twórczość nie jest większa niż on sam. To naprawdę wspaniały człowiek, który stał się moim Yodą.

 

George Lucas, National Arts Club, 1985.

 

Fragment zaczerpnięty z książki The Hero’s Journey.

Used with permission from the Joseph Campbell Foundation (jcf.org) — za uprzejmą zgodą Joseph Campbell Foundation (jcf.org).